0

Kredyt w euro do unieważnienia?

Wielu kredytobiorców nadal błędnie zakłada, że problemy prawne dotyczą wyłącznie kredytów frankowych. Tymczasem kredyty indeksowane lub denominowane do euro również są skutecznie unieważniane przez polskie sądy. Jeżeli Twoja umowa zawiera nieuczciwe klauzule przeliczeniowe, masz realne podstawy do dochodzenia roszczeń wobec banku.

 

Kredyty w euro są unieważniane tak samo jak frankowe

Z punktu widzenia prawa waluta kredytu nie ma decydującego znaczenia. Sądy badają treść umowy, a nie to, czy zobowiązanie było powiązane z frankiem szwajcarskim czy euro. Jeżeli bank:

  • jednostronnie ustalał kurs waluty,
  • nie określił jasnych zasad przeliczeń,
  • nie poinformował rzetelnie o ryzyku walutowym,

umowa może zostać uznana za nieważną w całości – dokładnie na tych samych zasadach, które od lat stosowane są w sprawach frankowych.

 

Abuzywne klauzule w kredytach euro – banki stosowały te same schematy

W praktyce umowy kredytów w euro zawierały identyczne klauzule abuzywne, różniące się jedynie oznaczeniem waluty. Najczęściej dotyczy to:

  • tabel kursowych ustalanych wyłącznie przez bank,
  • braku obiektywnych kryteriów przeliczeń rat i salda,
  • przerzucenia całego ryzyka kursowego na kredytobiorcę.

Sądy jednoznacznie wskazują, że nawet stabilniejszy kurs euro nie eliminuje abuzywności takich zapisów. Liczy się konstrukcja umowy, a nie późniejsze wahania kursów na rynku walutowym.

 

Korzystne orzecznictwo – dziś masz przewagę nad bankiem

Sprawy dotyczące kredytów w euro są obecnie rozpoznawane w oparciu o ugruntowaną linię orzeczniczą TSUE i Sądu Najwyższego, wypracowaną w sprawach frankowych. Oznacza to, że:

  • sądy stoją po stronie konsumentów,
  • sąd nie może z urzędu „naprawiać” nieuczciwej umowy,
  • klauzule waloryzacyjne muszą być w pełni transparentne.

Dzięki temu ryzyko procesowe po stronie kredytobiorcy jest dziś istotnie mniejsze niż kilka lat temu.

 

Spłacony kredyt w euro? Nadal możesz pozwać bank

Częstym błędem jest przekonanie, że po spłacie kredytu nie można już nic zrobić. To nieprawda. Spłacony kredyt w euro również może zostać unieważniony, a kredytobiorca może domagać się:

  • ustalenia nieważności umowy,
  • zwrotu wszystkich nienależnie zapłaconych rat,
  • odzyskania prowizji, odsetek i innych kosztów.

Aktualne orzecznictwo konsekwentnie podkreśla, że wykonanie nieważnej umowy nie usuwa jej wad prawnych.

 

Dlaczego warto skorzystać z pomocy kancelarii?

Sprawy dotyczące kredytów walutowych wymagają doświadczenia i znajomości bieżącego orzecznictwa. Nasza kancelaria:

  • specjalizuje się w sprawach kredytów walutowych,
  • skutecznie prowadzi postępowania przeciwko bankom,
  • oferuje rzetelną analizę umowy i realną ocenę szans.

Bezpłatna analiza umowy kredytu w euro

Nie ryzykuj samodzielnych działań. Skontaktuj się z nami i sprawdź, czy Twój kredyt w euro kwalifikuje się do unieważnienia. Pierwsza analiza umowy jest niezobowiązująca.

 

0

Sankcja kredytu darmowego (SKD) – sprawdź, czy możesz odzyskać koszty kredytu

Jeżeli masz kredyt gotówkowy lub pożyczkę konsumencką, a w twojej umowie występują błędy prawne (zwłaszcza w informacji o kosztach i RRSO), możesz mieć prawo do sankcji kredytu darmowego. W praktyce SKD oznacza rozliczenie, w którym odzyskasz odsetki i większość kosztów należnych kredytodawcy.

 

W jakich umowach SKD może być stosowana?

SKD dotyczy co do zasady kredytu konsumenckiego, niezabezpieczonego hipoteką, a także umowy pożyczki. Warto pamiętać o limicie kwotowym umowy, aktualnie na poziomie 255 550 zł

 

Kiedy SKD wchodzi w grę: zamknięty katalog naruszeń

W praktyce SKD można stosować w trzech głównych grupach przypadków:

  • naruszenia formy i sposobu udostępnienia umowy (w tym problem „trwałego nośnika” i kompletności dokumentów),
  • naruszenia obowiązków informacyjnych w treści umowy (w szczególności koszty i RRSO),
  • naruszenia limitów kosztów (jeżeli mają zastosowanie w danym stanie faktycznym).

Do zakwestionowania umowy wystarczy jedno naruszenie z katalogu – nie trzeba wykazywać „kumulacji” wielu naruszeń.

 

RRSO jako częsty problem w umowach

W sporach związanych z SKD kluczowe są często dwa elementy:

  • czy umowa prawidłowo podaje RRSO i całkowitą kwotę do zapłaty,
  • czy ujawnia założenia do kalkulacji w sposób pozwalający konsumentowi zrozumieć koszt kredytu.

Orzeczenie TSUE C-677/23 (23.01.2025) wprost porządkuje temat obliczania RRSO i wskazuje, że nie chodzi o same matematyczne wzory, ale o realną przejrzystość informacji dla konsumenta.

 

Skutki SKD: co znika z umowy, a co zwykle zostaje

W ujęciu praktycznym:

  • co do zasady eliminowane są odsetki kapitałowe oraz koszty należne kredytodawcy (prowizje, opłaty, składki itp. – zależnie od konstrukcji),
  • zwykle nie obejmuje to m.in. odsetek za opóźnienie, świadczeń na rzecz podmiotów trzecich oraz kosztów ustanowienia zabezpieczeń ponoszonych przez konsumenta.

 

Termin roczny

Uprawnienie do SKD wygasa po roku od dnia wykonania umowy – to termin materialnoprawny o charakterze prekluzyjnym. W grudniu 2025 r. Rzecznik Finansowy opublikował ogólne oświadczenie dot. SKD, omawiające najczęstsze problemy sporów (m.in. termin, całkowita kwota kredytu, kategorie naruszeń i kwestia oświadczenia). Wskazał w nim, że roczny termin liczy się od wykonania umowy przez obie strony, czyli dopiero od dnia spłaty kredytu przez konsumenta.

0

Kredyty frankowe – aktualny stan orzecznictwa i dlaczego warto działać teraz

Orzecznictwo dotyczące kredytów frankowych jest dziś mocno ustabilizowane – zarówno przed TSUE jak i w sądach polskich. Sądy konsekwentnie uznają klauzule przeliczeniowe oparte na tabelach bankowych za niedozwolone, a umowy zawierające takie postanowienia za nieważne. Dzięki temu frankowicze mogą podejmować decyzje o dochodzeniu swoich roszczeń w oparciu o jasne, przewidywalne zasady.

 

Bezpieczeństwo kredytobiorców – brak ryzyka ponoszenia kosztów pozwu z banku

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej potwierdził (C-746/24), że konsument nie może ponosić kosztów sporu z bankiem, nawet jeśli przegra sprawę, o ile działał w celu ochrony swoich praw. W praktyce oznacza to brak realnego ryzyka „odwetowych” pozwów banków oraz pełną ochronę konsumenta.

 

Teoria dwóch kondykcji – pełny zwrot świadczeń

Obecnie powszechnie stosowana jest teoria dwóch kondykcji, która zapewnia kredytobiorcom możliwość dochodzenia pełnego zwrotu rat, prowizji i opłat. Sąd nie może z urzędu kompensować roszczeń – każda strona rozlicza się osobno. Bank powinien być obciążany odsetkami za opóźnienie w zwrocie nienależnych świadczeń.

 

Sprawy trwają krócej niż kiedyś

Dobrze ugruntowana linia orzecznicza skróciła czas procesów – wiele spraw kończy się w 8–14 miesięcy. To ogromna różnica w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat. W pewnym sensie decyzja o odczekaniu ze skierowaniem sprawy do sądu okazała się dla frankowiczów korzystna.

 

Spłacony kredyt też można odzyskać

Nawet po całkowitej spłacie kredytu frankowicz może dochodzić zwrotu nadpłaty. Sądy potwierdzają, że spłacenie kredytu nie zamyka drogi do roszczeń, a konsument może odzyskać całość nienależnie pobranych świadczeń.

 

Nadchodzi ustawa frankowa – nie warto zwlekać

Rząd pracuje nad tzw. ustawą frankową, która w obecnej formie może ograniczyć wysokość możliwych do odzyskania kwot. To dodatkowy powód, by nie odkładać sprawy – obecne przepisy i orzecznictwo są zdecydowanie najkorzystniejsze w historii.

0

Przebite numery samochodu – wada fizyczna czy prawna?

Sfałszowanie numeru identyfikacyjnego pojazdu mechanicznego zawsze skutkuje obarczeniem go jakąś wadą. Skupimy się na tym, czy wada ta będzie wadą fizyczną, czy też prawną.

 

Różnice między wadą fizyczną i prawną

Wady dotyczące rzeczy sprzedanej zostały opisane w kodeksie cywilnym. Mogą być dwojakiego rodzaju. Zgodnie z art. 556(1) k.c. wada fizyczna polega na niezgodności rzeczy sprzedanej z umową i występuje wtedy, gdy rzecz:

  1. nie ma właściwości, które rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia;
  2. brakuje jej właściwości, o których istnieniu sprzedawca zapewnił kupującego, w tym przedstawiając próbkę lub wzór;
  3. nie nadaje się do celu, o którym kupujący poinformował sprzedawcę przy zawarciu umowy, a sprzedawca nie zgłosił zastrzeżenia co do takiego jej przeznaczenia;
  4. została kupującemu wydana w stanie niezupełnym.

Wada prawna została z kolei zdefiniowana w art. 556(3) k.c. Mamy z nią do czynienia, gdy:

  1. rzecz sprzedana stanowi własność osoby trzeciej;
  2. rzecz jest obciążona prawem osoby trzeciej;
  3. ograniczenie w korzystaniu lub rozporządzaniu rzeczą wynika z decyzji lub orzeczenia właściwego organu.

 

Brak autentyczności numeru identyfikacyjnego samochodu

Jeżeli doszło do tzw. „przebicia numerów” pojazdu, to niewątpliwie zostaje on dotknięty pewnego rodzaju wadą. Użytkownik samochodu może obawiać się, że pojazd może zostać zatrzymany przez Policję bądź służby celne przy przekraczaniu granicy. Nieautentyczność oznakowania może być także podstawą uznania za nieważną i uchylenia decyzji administracyjnej o zarejestrowaniu samochodu. Przebite numery ujemnie wpływają na wartość handlową pojazdu. Może pojawić się podejrzenie, że samochód pochodzi z kradzieży.

Do której kategorii wad rzeczy sprzedanej należy zatem zakwalifikować taki przypadek? Czy brak autentyczności numerów identyfikacyjnych zawsze oznacza, że rzecz została skradziona i stanowi de facto własność osoby trzeciej? Gdyby ten trop był właściwy mielibyśmy do czynienia z wadą prawną.

Spór bynajmniej nie ma wyłącznie wymiaru teoretycznego, gdyż przekłada się na realne sytuacje faktyczne i wpływa na roszczenia poszkodowanych. W zależności od tego, czy przebicie numerów uznać za wadę fizyczną czy prawną, inne będą reżimy tej odpowiedzialności. Występujące między nimi różnice są na tyle znaczące, że w tych samych okolicznościach mogą wyłączyć odpowiedzialność sprzedawcy przy przyjęciu wady fizycznej, a uzasadniać ją przy przyjęciu wady prawnej.

 

Stanowisko Sądu Najwyższego

Zagadnienie to stało się przedmiotem analiz orzeczniczych i rozważań Sądu Najwyższego. Ostatecznie przyjęto stanowisko, według którego o wadzie prawnej rzeczy sprzedanej można mówić jedynie wówczas, gdy rzecz ta stanowi własność osoby trzeciej albo jeżeli jest obciążona prawem takiej osoby. Wówczas sam fakt sfałszowania (nieautentyczności) numerów identyfikacyjnych samochodu nie może jeszcze zostać uznany za wadę prawną w rozumieniu przepisu art. 556(3) k.c. Sama ta okoliczność nie wpływa bezpośrednio na prawo własności lub inne prawo, które mogłoby rzecz obciążać.

Wobec tego w naszym przypadku sprzedawca ponosi odpowiedzialność z tytułu wady fizycznej rzeczy. Taką wadą niewątpliwie jest przerobienie numerów identyfikacyjnych pojazdu stwarzające dla jego użytkownika poważne ograniczenia w możliwości dysponowania samochodem, zgodnie z jego przeznaczeniem.

Z drugiej jednak strony sfałszowanie numerów identyfikacyjnych samochodu może jednak stwarzać domniemanie faktyczne, że taki pojazd może być dotknięty wadą prawną. Dzieje się tak z reguły przy kradzieży samochodu albo pozbawieniu właściciela pojazdu w inny sposób. Powstaje wówczas domniemanie, że pojazd może stanowić własność innej niż sprzedawca osoby, choćby niezidentyfikowanej. Domniemanie faktyczne, o którym mowa, może zostać obalone przez wykazanie, że w dacie zawarcia umowy sprzedaży między stronami sprzedawca był właścicielem sprzedawanego pojazdu. Sfałszowanie w przeszłości numerów identyfikacyjnych samochodu, a nawet fakt jego kradzieży nie oznacza wcale, że sprzedawca nie był właścicielem zbywanego pojazdu.

 

Błędne przywołanie przepisów

Trudności w prawidłowym zdefiniowaniu wady wynikającej z przebicia numerów samochodu mogą skutkować tym, że poszkodowany skieruje do sądu pozew z powołaniem się na wadę prawną samochodu nabytego od prawowitego właściciela. Taka kwalifikacja prawna podstawy roszczenia będzie zatem nieprawidłowa. Czy z tej przyczyny sąd może oddalić powództwo?

W wyroku z dn. 4 lutego 2011 r., sygn. akt III CSK 144/10 Sąd Najwyższy orzekł, iż błędne nazwanie wady fizycznej rzeczy wadą prawną nie ma wpływu na skuteczność oświadczenia kupującego o odstąpieniu od umowy sprzedaży w wykonaniu uprawnienia z tytułu rękojmi. Podobnie powtórzenie błędnej oceny charakteru wady rzeczy w pozwie o zwrot ceny również nie uzasadnia oddalenia powództwa. Z tego wynika, że dokonanie właściwej oceny charakteru wady rzeczy sprzedanej – a więc prawidłowe ustalenie podstawy prawnej roszczenia – leży w gestii sądu. Kupujący w oświadczeniu o odstąpieniu od umowy nie ma obowiązku dokonywania oceny czy wada jest fizyczna czy prawna, a ta ocena nie należy do istotnych postanowień takiego oświadczenia woli.

W konkretnej sprawie żądaniem pozwu będzie żądanie zasądzenia wymienionej w nim kwoty z tytułu zwrotu ceny zapłaconej przez powoda za kupiony samochód. W żądaniu nie chodzi ustalenie, że wada tego samochodu jest wadą prawną czy też fizyczną. Od powoda prawo wymaga przytoczenia jedynie okoliczności faktycznych (podstawy faktycznej) uzasadniających żądanie, natomiast nie stawia mu wymagań odnośnie oceny prawnej.

 

Podsumowanie

Przebite, nieautentyczne numery identyfikacyjne samochodu noszą cechy wady fizycznej rzeczy. Wadą prawną byłyby tylko wówczas, gdyby kupujący nabył samochód od nieprawowitego właściciela. Błędne wskazanie rodzaju wady (np. prawnej zamiast fizycznej) nie ma wpływu na skuteczność ani oświadczenia woli o odstąpieniu od umowy sprzedaży, ani też na prawidłowe sformułowanie pozwu sądowego o zapłatę.

1

Czy mogę nagrywać czynności policjanta?

Nagrywamy dziś smartfonami wszystko i wszędzie. Od zwykłych zdarzeń dnia codziennego, rozmaite wydarzenia okolicznościowe aż do sytuacji wyjątkowych. Czy obywatel może rejestrować w ten sposób interwencję funkcjonariusza publicznego? O co chodzi w zasadzie, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa?

 

Utrwalanie a rozpowszechnianie

Pamiętajmy o istotnej różnicy między nagrywaniem (rejestrowaniem) filmu, a dalszym rozpowszechnianiem takiego nagrania np. w sieci internetowej. Obie czynności to przetwarzanie danych osobowych. Jednak w tym drugim przypadku może dojść do naruszenia praw innych osób. Szeregowi policjanci nie są osobami publicznymi, a ich wizerunek podlega ochronie. Oznacza to, że rozpowszechnianie nagrania, na którym zarejestrowano rozpoznawalny wizerunek policjanta jest co do zasady wykluczone, chyba że policjant wyrazi na to zgodę. Bez uzyskania zgody publikujący naraża się na odpowiedzialność prawną.

 

Nagrywać wolno, ale…

Można się się domyślać dlaczego policjanci niechętnie reagują na sytuacje, w których ich czynności bywają nagrywane przez obywateli. A już zwłaszcza tych, wobec których interweniują. Tym niemniej w praktyce policyjnej funkcjonowała od lat zasada, według której nie można obywatelowi zabronić rejestrowania czynności funkcjonariusza publicznego. Z wyjątkiem, gdyby takie nagrywanie miało utrudniać czynności służbowe.

Potwierdził to m.in. wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński, który w lipcu 2017 r. przedstawił w Sejmie następującą interpretację:

(…) z obowiązujących przepisów prawa nie wynika, aby czynności podejmowane przez policjantów w zakresie legitymowania osób oraz dokonywania kontroli osobistej objęte były zakazem ich rejestrowania przez osoby uczestniczące w czynnościach, niemniej nagrywanie interweniujących policjantów nie może utrudniać wykonywania zgodnych z prawem czynności, które są prowadzone na miejscu zdarzenia lub interwencji.

 

Brak umocowania prawnego?

W ostatnich miesiącach wydaje się, że sytuacja uległa pewnej subtelnej zmianie.  Chodzi o opinię prawną sporządzoną dla Komendy Głównej Policji z dn. 4 stycznia 2019 r. na temat prawnych sposobów ochrony własnego wizerunku przez funkcjonariuszy Policji. Czytamy w niej, m.in. że:

Wielu członkom społeczeństwa wydaje się, iż z racji tego, że policjanci w trakcie wykonywania czynności służbowych mają przymiot funkcjonariuszy publicznych, nagrywanie ich jest prawnie dopuszczalne lub usprawiedliwione. Tymczasem brak jest przepisu, który by zezwalał na taką rejestrację.

 

W dalszej części opinii zawarto rozważania na temat ochrony wizerunku i głosu funkcjonariusza jako jego danych osobowych. Znalazł się też kontrowersyjny pogląd, że nagrywanie czynności funkcjonariusza publicznego przez obywatela dla osobistych potrzeb tego ostatniego nie jest czynnością… osobistą. Bo dotyczy czynności Policji. Czyżby ktoś pomylił cel, w jakim dokonano nagrania z tym, co zostało utrwalone?

 

W konkluzji czytamy:

Wobec tego można stwierdzić, iż nagrywanie czynności służbowych podejmowanych przez funkcjonariuszy Policji przez osoby trzecie (np. uczestników zdarzeń, osoby, wobec których została podjęta interwencja) nie znajduje umocowania prawnego.

 

Zasada legalizmu

Argumentacja KGP wygląda następująco: skoro nie istnieje żaden przepis prawa zezwalający obywatelowi na nagrywanie czynności funkcjonariuszy publicznych, to jest to zabronione. Podobnie brzmiąca zasada została wskazana w Konstytucji RP, w art. 7. Zwana jest zasadą “legalizmu”.

 

Art. 7 Konstytucji RP
Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

 

Zgodnie z tą zasadą władza publiczna może czynić tylko tyle, na ile przepisy jej pozwalają. Sprecyzował to Sąd Najwyższy w postanowieniu 7 sędziów SN z 18 stycznia 2005 r. (oraz w wielu innych orzeczeniach) wyjaśniając, że:

 

Art. 7 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 r. stanowiący, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, zawiera normę zakazującą domniemywania kompetencji takiego organu i tym samym nakazuje, by wszelkie działania organu władzy publicznej były oparte na wyraźnie określonej normie kompetencyjnej.

 

Teraz najważniejsze. Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że zasada ta odnosi się do władzy publicznej, a nie do obywatela. To władza musi w każdym przypadku działać na podstawie i w granicach prawa, a nie obywatel.

W przeciwieństwie do organów władzy publicznej obywatel nie musi dla każdego przejawu swojej aktywności szukać i wykazywać podstawy prawnej. Nie musi znajdować przepisu, który by mu na coś zezwalał. Obywatelowi wystarczy, że żaden przepis prawa wyraźnie mu czegoś nie zabrania.

 

Obywatelu! Co nie jest zabronione, jest dozwolone!

Co więcej, dla obywatela zasada „co nie jest zabronione, jest dozwolone” ma związek z  funkcją gwarancyjną prawa. Wyznacza ona granicę między zakresem uprawnień państwa, a sferą praw i wolności jednostki. Chroni obywatela przed arbitralną ingerencją ze strony władzy publicznej. Prawo musi wyraźnie określać, jakie zachowania jednostki są zabronione. Jeżeli określone postępowanie nie jest w sposób wyraźny zakazane, to jest ono dozwolone. Koniec. Kropka.

 

Obywatel jest związany zasadą legalizmu?

Tymczasem w opinii KGP mamy do czynienia z próbą sprytnego „odwrócenia” obu zasad i podmiotów, które im podlegają. Policyjni prawnicy argumentują, że skoro żaden przepis prawa nie zezwala obywatelowi na filmowanie czynności funkcjonariuszy publicznych, to obywatel nie ma do tego prawa.

Jest to stanowisko oczywiście błędne, bo oparte na próbie związania obywatela zasadą, która nie odnosi się do niego, lecz do organów władzy publicznej.

 

Podsumowanie

Na pytanie, czy prawo zezwala obywatelowi na nagrywanie czynności policjanta odpowiedzieć należy, że tak. Przepisy tego nie zabraniają. Skoro nie istnieje żadna regulacja prawna zabraniająca utrwalania czynności policjantów – to jest to dozwolone. Utrwalanie wizerunku czy też głosu interweniującego funkcjonariusza dla własnych, osobistych potrzeb obywatela – np. w celach dowodowych w razie sporu sądowego – jest na mocy art. 2 ust. 2 RODO wyłączone spod reżimu tego rozporządzenia. Nie wymaga zatem zgody osoby nagrywanej.

 

Pamiętajmy jednak że to, co dalej obywatel „zrobi” z nagraniem, może skutkować zastosowaniem przepisów o ochronie danych osobowych i ewentualną odpowiedzialnością prawną. Policjant może skierować do sądu powództwo o naruszenie dóbr osobistych. Może do tego dojść w razie upublicznienia nagrania bez zadbania o to, by odpowiednio ukryć cechy pozwalające na ustalenie tożsamości funkcjonariusza.

1 2 3 5