4

Kurier zostawił przesyłkę u sąsiada…

Czy sposób doręczania paczek „przez sąsiada” jest w zgodzie z obowiązującym prawem, a może raczej z zasadami prawidłowego wykonania umowy sprzedaży i przewozu? Z pewnością może być wygodny, ale może też okazać się problemem dla sprzedawcy przy dochodzeniu roszczeń przez konsumenta.

 

Podawanie sprzedawcy numeru telefonu kupującego jest powszechnie spotykaną praktyką przy składaniu zamówień w internecie. Numer ten przydaje się do nawiązania szybkiego kontaktu – szczególnie w chwili realizacji dostawy. Kurierzy często dzwonią do adresata, by wcześniej umówić się na odbiór przesyłki. Dzwonią też, gdy nikt im nie otwiera drzwi. W czasie rozmów telefonicznych dochodzi do ustaleń pomiędzy konsumentem – odbiorcą przesyłki, a kurierem – przewoźnikiem. W rezultacie paczka bywa pozostawiana u sąsiada.

Taki sposób doręczenia może być bardzo dogodny dla obu stron. Odbiorca otrzyma paczkę bez opóźnienia i nie musi fatygować się do siedziby przewoźnika. Kurier nie musi próbować ponownego doręczenia i też ma problem z głowy.

 

Kto jest uprawniony do odebrania przesyłki?

O tym, kto może skutecznie odebrać przesyłkę, decydują przepisy ustawy Prawo pocztowe, które odpowiednio stosuje się także w prawie przewozowym. Z art. 37 Prawa pocztowego wynika, że przesyłkę może odebrać: adresat, jego przedstawiciel ustawowy lub pełnomocnik, osoba pełnoletnia zamieszkała razem z adresatem. Można ustanowić pełnomocnika do odbierania przesyłek, ale wymaga to pisemnego oświadczenia (pełnomocnictwo pocztowe) złożonego w placówce operatora pocztowego.

Wynika z tego, że sąsiad nie jest uprawniony do odbioru przesyłki. Z punktu widzenia prawa pozostawienie przesyłki u sąsiada nie jest równoznaczne ze skutecznym doręczeniem jej adresatowi.

Kto jest odpowiedzialny za doręczenie?

Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z adresatem – konsumentem w rozumieniu prawa (który nie kupuje rzeczy w celu prowadzenia dział. gosp.), wskazać można przepis kodeksu cywilnego dotyczący zasad odpowiedzialności za doręczenie przesyłki:

Art. 548 § 3. Jeżeli rzecz sprzedana ma zostać przesłana przez sprzedawcę kupującemu będącemu konsumentem, niebezpieczeństwo przypadkowej utraty lub uszkodzenia rzeczy przechodzi na kupującego z chwilą jej wydania kupującemu. Za wydanie rzeczy uważa się jej powierzenie przez sprzedawcę przewoźnikowi, jeżeli sprzedawca nie miał wpływu na wybór przewoźnika przez kupującego. Postanowienia mniej korzystne dla kupującego są nieważne.

Kwestia „wpływu na wybór przewoźnika” była analizowana w jednym z poprzednich wpisów. W każdym przypadku, gdy sprzedawca oferuje konsumentowi różne opcje dostawy i ten wybiera spośród nich – sprzedawca ma wpływ na wybór przewoźnika. Skoro tak, to sprzedawca ponosi odpowiedzialność za rzecz do momentu, gdy ta zostanie wydana konsumentowi.

 

Odpowiedzialność podmiotu trzeciego?

Paradoks sytuacji, gdy dochodzi do ustaleń między konsumentem i przewoźnikiem polega na tym, że nie wiąże ich żaden stosunek prawny. Konsument zawarł umowę sprzedaży ze sprzedawcą, a sprzedawca umowę przewozu z przewoźnikiem. Tymczasem te ustalenia mają wpływ na sytuację prawną tego, których w nich nie bierze udziału, czyli sprzedawcy. Jeśli zatem pojawią się jakieś problemy (zagubienie, zniszczenie przesyłki, odmowa jej wydania przez sąsiada) konsument będzie miał roszczenie do sprzedawcy. Wystarczy tylko że wykaże, że przesyłka nie została mu wydana.

To, że nie doszło do wydania może mieć związek z „dogadaniem się” konsumenta i kuriera co do pozostawienia przesyłki osobie trzeciej. Ale dla realizacji umowy sprzedaży nie ma to znaczenia. Sprzedawca odpowiada za to, co dzieje się z przesyłką zanim ta trafi bezpośrednio do rąk konsumenta. Prawo w tej sytuacji chroni konsumenta.

Nie znaczy to, że sprzedawca jest wówczas całkowicie pozbawiony szans na dochodzenie swoich praw. Jednak najpierw będzie musiał zaspokoić roszczenie konsumenta, czyli najczęściej ponownie wysłać przesyłkę. Następnie sprzedawca będzie miał regres do przewoźnika na podstawie przepisów prawa przewozowego. Zauważyć jednak trzeba, że to sprzedawca jest w tej sytuacji w najgorszym położeniu, gdyż jego problemy pojawiły się w rezultacie „grzecznościowych” ustaleń o pozostawieniu przesyłki sąsiadowi, dokonanych między konsumentem a przewoźnikiem, na które sprzedawca nie miał żadnego wpływu.

 

Podsumowanie

Praktyka pozostawiania przesyłki kurierskiej sąsiadowi w większości przypadków po prostu działa. Nie znaczy to, że nie mogą się pojawić na jej tle jakieś problemy. Jeżeli z jakichś przyczyn nie dojdzie do wydania przesyłki konsumentowi, odpowiedzialność ponosi sprzedawca. Pozostawianie przesyłki u sąsiada należy uznać za nieprawidłowe wykonanie umowy przewozu, niezależnie od tego czy doszło do tego w porozumieniu z konsumentem. Za błąd przewoźnika odpowiada wobec konsumenta sprzedawca, gdyż miało to miejsce przed wydaniem przesyłki. Obecne przepisy wyraźnie faworyzują w tej sytuacji konsumenta, który praktycznie w każdej sytuacji podlega ochronie prawnej.

0

Konsument reklamuje – przedsiębiorca ma 30 dni na odpowiedź

Od 10 stycznia 2017 r. obowiązuje w naszym kraju Ustawa o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich. Przynosi ona nową procedurę – alternatywne rozwiązywanie sporów konsumenckich na etapie przedsądowym.

 

Nowy akt prawny spowodował także zmiany w Ustawie o prawach konsumenta, w której dodano nowy przepis – art. 7a:

Art. 7a

1. Jeżeli przepisy odrębne nie stanowią inaczej, przedsiębiorca jest obowiązany udzielić odpowiedzi na reklamację konsumenta w terminie 30 dni od dnia jej otrzymania.

2. Jeżeli przedsiębiorca nie udzielił odpowiedzi na reklamację w terminie, o którym mowa w ust. 1, uważa się, że uznał reklamację.

3. Odpowiedź na reklamację przedsiębiorca przekazuje konsumentowi na papierze lub innym trwałym nośniku.

 

Jak było dotychczas

Już wcześniej w przepisach ustaw tzw. sektorowych (np. branża turystyczna, telekomunikacyjna) wskazane były terminy, w których przedsiębiorca był zobowiązany do udzielenia odpowiedzi na złożoną mu reklamację. Nowy przepis wprowadza ogólną zasadę, obowiązującą przedsiębiorców z każdej branży pod warunkiem, że w danym przypadku nie obowiązują przepisy odrębne. Przykładem takiego odrębnego uregulowania jest przepis art. 561(5) kodeksu cywilnego:

Art. 561(5) Jeżeli kupujący będący konsumentem zażądał wymiany rzeczy lub usunięcia wady albo złożył oświadczenie o obniżeniu ceny, określając kwotę, o którą cena ma być obniżona, a sprzedawca nie ustosunkował się do tego żądania w terminie czternastu dni, uważa się, że żądanie to uznał za uzasadnione.

Zauważyć należy, że powyższy przepis odnosi się do rękojmi za wady, która jest szczególnym rodzajem reklamacji, opisanej w przepisach art. 556-576 kodeksu cywilnego. Żeby jednak 14-dniowy termin obowiązujący sprzedawcę do ustosunkowania się do żądania z tytułu rękojmi w ogóle zaczął biec, konieczne jest prawidłowe wskazanie roszczeń kupującego-konsumenta, spośród określonych w przepisie art. 561(5) k.c. Termin 30-dniowy na udzielenie odpowiedzi dotyczy zaś nie tylko sprzedawcy (jak przy rękojmi) lecz każdego przedsiębiorcy, do którego konsument kieruje reklamację kwestionując tym samym prawidłowe wykonanie zawartej umowy.

 

Nowy przepis

Różnica między przepisami art. 7a Ustawy o prawach konsumenta i art. 561(5) kodeksu cywilnego polega na tym, że w odróżnieniu od kodeksu cywilnego w Ustawie o prawach konsumenta nie wskazano, w jaki sposób konsument powinien skonkretyzować swoje roszczenie. Za to przy rękojmi jest to wymagane. Podobne są konsekwencje bezskutecznego upływu obu terminów, czyli następuje wtedy niejako „automatyczne” uznanie roszczeń konsumenta. Można postawić pytanie, co jeśli konsument nie skonkretyzował roszczenia (zgłosił jedynie zarzut) bądź przedstawił żądania alternatywne? Odpowiedzi powinny pojawić się niedługo w orzecznictwie sądowym i doktrynie.

Warto pochylić się nad praktycznymi skutkami nowej regulacji w typowych życiowych sytuacjach. Na przykład przy umowach zawartych przez konsumenta z przedsiębiorcą co do usług edukacyjnych (szkoła językowa), mycia czy sprzątania (firma sprzątająca), usług opieki na dzieckiem itd. Z nowego przepisu art. 7a Ustawy o prawach konsumenta wynika, że jeśli przedsiębiorca w ciągu 30 dni (kalendarzowych) nie udzieli odpowiedzi na reklamację konsumenta, to następuje jej uznanie. Można więc stwierdzić, że skoro każda reklamacja kwestionuje prawidłowe wykonanie umowy – ten fakt zostaje przesądzony wskutek bezskutecznego upływu terminu na odpowiedź przedsiębiorcy. Otwarta pozostaje jedynie kwestia konkretnych roszczeń – np. obniżenia ceny za usługę.

Odpowiedź przedsiębiorcy na reklamację powinna być udzielona na papierze lub innym trwałym nośniku informacji. Zalicza się do tego także odpowiedź za pomocą poczty elektronicznej – email.

0

Przedsiębiorco, nalicz 40 euro za wezwanie do zapłaty

Od czasu wejścia w życie (28 kwietnia 2013 r.) Ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, przedsiębiorca ma prawo domagać się od swego dłużnika – kontrahenta kwoty 40 euro tytułem zwrotu kosztów odzyskiwania należności wynikających z transakcji handlowych.

 

Uprawnienie to dotyczy transakcji zawartych od dnia wejścia w życie Ustawy i wynika z przepisu:

Art. 10.

1. Wierzycielowi, od dnia nabycia uprawnienia do odsetek, o których mowa w art. 7 ust. 1 lub art. 8 ust. 1, przysługuje od dłużnika, bez wezwania, równowartość kwoty 40 euro przeliczonej na złote według średniego kursu euro ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski ostatniego dnia roboczego miesiąca poprzedzającego miesiąc, w którym świadczenie pieniężne stało się wymagalne, stanowiącej rekompensatę za koszty odzyskiwania należności.

2. Oprócz kwoty, o której mowa w ust. 1, wierzycielowi przysługuje również zwrot, w uzasadnionej wysokości, poniesionych kosztów odzyskiwania należności przewyższających tę kwotę.

3. Uprawnienie do kwoty, o której mowa w ust. 1, przysługuje od transakcji handlowej, z zastrzeżeniem art. 11 ust. 2 pkt 2.

 

Powyższe oznacza, że z chwilą bezskutecznego upływu terminu zapłaty wskazanego np. na fakturze, przedsiębiorca może domagać się od kontrahenta:

  1. należności głównej
  2. odsetek liczonych od należności głównej od dnia następującego po terminie zapłaty do dnia zapłaty
  3. oraz zryczałtowanej kwoty 40 euro.

 

Kto i kiedy może skorzystać

Warunkiem skorzystania z tego uprawnienia jest to, by zarówno wierzyciel jak i dłużnik byli przedsiębiorcami w rozumieniu Ustawy (art. 2) oraz by należność wynikała z transakcji handlowej, a więc odpłatnej dostawy towaru lub odpłatnego świadczenia usługi, dokonywanych w związku z wykonywaną przez strony działalnością gospodarczą. Oprócz tego konieczne jest spełnienie warunków podobnie jak przy żądaniu odsetek, a więc by wierzyciel spełnił swoje świadczenie wobec dłużnika i nie otrzymał zapłaty w terminie określonym w umowie. Co istotne, kwota 40 euro stanowi ryczałt, zatem nie dotyczy rzeczywistych kosztów odzyskiwania należności. Jeżeli te koszty są wyższe, wierzyciel może domagać się ich zasądzenia ponad kwotę ryczałtu (art. 10 Ustawy). Potwierdził to Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 11 grudnia 2015 roku (III CZP 94/15) orzekając, że rekompensata w wysokości 40 euro przysługuje wierzycielowi bez konieczności wykazania, że koszty te zostały poniesione. Pamiętać jednak należy, że w orzecznictwie przyjmuje się dopuszczalność dokonywania oceny roszczenia dotyczącego rekompensaty przez pryzmat art. 5 k.c., a zatem nadużycia prawa. Wypowiedział się na ten temat Sąd Okręgowy w Rzeszowie w wyroku z dnia 9 czerwca 2016 r. (VI Ga 90/16):

 

„(…) W okolicznościach sprawy w ocenie Sądu Okręgowego, żądanie powoda należy właśnie ocenić w świetle art. 5 k.c. jako nadużycie i wypaczenie przyznanego mu przez ustawodawcę prawa. Z tytułu samej tylko okoliczności opóźnienia, (nawet niezawinionego uchybienia terminowi zapłaty) pozwany poniósł konsekwencje płacąc przewidziane na tę liczność odsetki. Kwota zaś 40 euro, naliczana automatycznie nawet w wypadku niewielkiego opóźnienia w zapłacie każdego należnego świadczenia, pomimo jej zapłaty wraz z odsetkami, bez podjęcia ze strony uprawnionego jakiejkolwiek próby windykacji (a trud właśnie windykacji miała rekompensować) nie może stać się dodatkowym, regularnym źródłem pozyskiwania środków przez uprawnionego pozostającym w zupełnym oderwaniu od funkcji jaką miała pełnić”.

 

Od jednej czy od kilku faktur?

Kwoty 40 euro można domagać odrębnie dla każdej nieopłaconej w terminie faktury, gdyż uprawnienie dotyczy wierzytelności pieniężnej w ramach jednej umowy. Jeżeli jednak wierzytelność ta zgodnie z umową powinna być spełniana w częściach, kwota równowartości 40 euro przysługuje wierzycielowi odrębnie w stosunku do każdej niezapłaconej części (art. 11 ust. 2 pkt Ustawy).

 

Wzywać do zapłaty?

Obecne w przepisie art. 10 ust. Ustawy sformułowanie „bez wezwania” oznacza, że ekwiwalent 40 euro należy się automatycznie w wyniku upływu terminu płatności. Z tego wynika, że w ewentualnym postępowaniu sądowym wierzyciel winien wykazać przed sądem tylko fakt opóźnienia w zapłacie, aby roszczenie dotyczące rekompensaty zostało uznane za zasadne. Teoretycznie więc można dochodzić rekompensaty przed sądem nawet wówczas, gdy przedsądowe wezwanie do zapłaty dotyczyło np. tylko należności głównej. Jednak w przypadku dochodzenia zwrotu kosztów windykacji przekraczających ryczałt, dłużnika należy wezwać do zapłaty tychże na zasadach ogólnych wyrażonych w art. 455 k.c. – tak wynika z wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 12 maja 2016 r. (I ACa 110/16):

 

„Przepis art. 10 ust 2 nie zdejmuje z wierzyciela obowiązku wezwania dłużnika do spełnienia świadczenia. Jeżeli więc koszty windykacyjne przekroczą równowartość 40 euro wierzyciel zobowiązany jest zgodnie z treścią art. 455 k.c. wezwać dłużnika do zapłaty”.

 

Podsumowanie

Warto zatem korzystać z instytucji zryczałtowanej rekompensaty kosztów odzyskiwania należności i domagać się jej od nierzetelnego dłużnika. Uprawnienie to w zamierzeniu ustawodawcy ma stanowić dla wierzycieli łatwą do dochodzenia rekompensatę prowadzonej windykacji i przede wszystkim – mobilizować dłużników do dokonywania terminowej zapłaty należności.

0

Awaria terminala płatniczego gdy brakuje gotówki

Co robić jeśli w czasie dokonywania płatności kartą dojdzie do awarii terminala płatniczego? Co jeśli akurat nie mamy przy sobie gotówki? Jak wtedy wygląda sytuacja prawna kupującego?

 

Płatności elektroniczne stają się coraz popularniejsze i powoli wypierają tradycyjną gotówkę. Wygoda korzystania z kart kredytowych, debetowych, zbliżeniowych, czy też płatności mobilnych za pomocą telefonu sprawia, że dokonujemy zakupów często nie mając przy sobie wystarczającej ilości banknotów czy bilonu.

 

Rozważamy przypadek, gdy sprzedawca wyraźnie oferuje płatności elektroniczne, np. poprzez ekspozycję logo danej karty płatniczej, czy też informacji o przyjmowaniu płatności kartą. Zakładamy także, że jednocześnie nie ma żadnej udostępnionej dla klienta informacji o ewentualnej awarii terminala płatniczego i przyjmowaniu należności jedynie w formie gotówki.

 

Klient dokonał zakupu, towar został wydany. W chwili dokonywania transakcji dochodzi do awarii terminala, np. wskutek braku komunikacji. Sprzedawca informuje kupującego, że akceptacja płatności kartą nie jest możliwa. Jeżeli klient nie będzie miał możliwości uregulowania należności w inny sposób powstanie dość kłopotliwa sytuacja…

 

Umowa sprzedaży została zawarta

Przede wszystkim należy stwierdzić wówczas, że umowa sprzedaży została zawarta. Rozważając to od strony prawnej, złożone zostały zgodne oświadczenia woli (najczęściej konkludentne – dorozumiane). Sprzedawca spełnił swoje świadczenie poprzez wydanie towaru kupującemu – co ma znaczenie dla zawarcia umowy sprzedaży rzeczy oznaczonych co do gatunku. Pozostaje problem świadczenia po stronie klienta, który powinien przecież zapłacić sprzedawcy umówioną cenę. Jasne jest, że klient chce spełnić to świadczenie, wydał bowiem sprzedawcy kartę bądź też sam włożył ją (czy też zbliżył) do terminala.

 

Czyżby więc problem leżał nie po stronie kupującego lecz po stronie sprzedawcy? Czy w takiej sytuacji mogą znaleźć zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego dotyczące tzw. zwłoki wierzyciela, który uchyla się od przyjęcia świadczenia – w tym przypadku od akceptacji płatności kartą?

 

Niestety, kodeksowa zwłoka wierzyciela dotyczy przypadków, gdy ten nie współdziała z dłużnikiem przy wykonywaniu zobowiązania. Mogłoby tak być, gdyby ewentualnie sprzedawca w ogóle odmówił akceptacji płatności kartą, bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Jednak w tym przypadku zarówno kupujący jak i sprzedawca zgodnie współpracują w realizacji płatności. Tyle tylko, że nie dochodzi ona do skutku mimo dobrej woli obydwu stron umowy.

 

W tym miejscu warto zauważyć, że o ile sama umowa sprzedaży jest zawarta między kupującym a sprzedawcą, to płatność kartą dokonywana przez klienta przechodzi dość skomplikowaną drogę. Jest w ten proces zaangażowanych kilka innych podmiotów (agent rozliczeniowy, organizacja płatnicza, bank) i znajdują wówczas zastosowanie przepisy Ustawy o usługach płatniczych z dnia 19 sierpnia 2011 r. (Dz.U. Nr 199, poz. 1175). Sprzedawca jest w takim układzie nazywany akceptantem. Nas interesuje w szczególności jeden przepis:

 

Art. 59e Ustawy o usługach płatniczych:

Odmowa przyjęcia zapłaty przez akceptanta może nastąpić w przypadku:

1) upływu terminu, do którego jest możliwe korzystanie z instrumentu płatniczego;

2) zablokowania instrumentu płatniczego;

3) niezgodności podpisu osoby upoważnionej do używania instrumentu płatniczego na instrumencie płatniczym identyfikującym taką osobę z podpisem na dokumencie obciążeniowym;

4) odmowy okazania dokumentu stwierdzającego tożsamość w przypadku, o którym mowa w art. 59f ust. 1;

5) stwierdzenia posługiwania się instrumentem płatniczym przez osobę nieuprawnioną;

6) braku możliwości dokonania akceptacji transakcji płatniczej.

 

Ostatni, szósty punkt powyższej regulacji jest interpretowany dość szeroko i obejmuje także przypadki awarii terminala płatniczego. Okazuje się więc, że akceptant – czyli nasz sprzedawca, może odmówić w takiej sytuacji przyjęcia zapłaty od kupującego. Oczywiście to w żaden sposób nie rozwiązuje problemu. Można tylko stwierdzić, że życie jak zwykle wyprzedza ustawodawcę, gdyż w opisanej sytuacji po prostu brakuje prostych i skutecznych rozwiązań prawnych.

 

Trzeba się dogadać

Pozostaje nam więc konkluzja, że awarii terminala płatniczego nie należy traktować w kategoriach „winy” ani sprzedawcy, ani tym bardziej kupującego – którego nie można również winić za brak posiadania przy sobie odpowiedniej ilości gotówki. Odpowiedzialność za problem rozmywa się po stronie podmiotów trzecich. Natomiast kupujący i sprzedawca powinni w dalszym ciągu, z zachowaniem dobrej woli współdziałać w rozwiązaniu tej skomplikowanej sytuacji – bo to leży w najlepszym interesie obu stron.

 

Możliwe jest więc w niektórych przypadkach odstąpienie od umowy i zwrot wzajemnych świadczeń, który sprowadza się do zwrotu przez kupującego zakupionego towaru. Oczywiście nie będzie to możliwe np. po skonsumowaniu obiadu w restauracji, czy też po zatankowaniu paliwa do baku na stacji benzynowej. W takich przypadkach należy wspólnie szukać innych sposobów uregulowania należności. Choćby za pomocą telefonu komórkowego (płatności blik), skorzystania z bankomatu (o ile jest w pobliżu), przelewu dokonanego za pomocą komputera sprzedawcy. Jest także możliwe wystawienie przez sprzedawcę faktury z odroczonym terminem płatności.

 

Pamiętać należy, że sprzedawca nie ma prawa żądać od kupującego jakiegokolwiek „zastawu”, w szczególności pozostawienia dokumentu tożsamości lub samej karty płatniczej. Nie próbujmy także sami tego proponować ze względu m.in. na ochronę danych osobowych czy inne niebezpieczeństwa związane z wykorzystaniem dowodów tożsamości. Także wzywanie policji na nic się nie zda, skończy się jedynie spisaniem protokołu i niepotrzebną eskalacją konfliktu.

 

Doświadczeni sprzedawcy zazwyczaj są przygotowani na tego rodzaju sytuacje (szczególnie stacje benzynowe) i potrafią zaproponować rozsądne rozwiązanie, satysfakcjonujące obie strony. Polubowne, dokonane z dobrą wolą zarówno kupującego jak i sprzedawcy wyjście z sytuacji jest konieczne, gdy brak jest prostego rozwiązania prawnego. Spór na tym tle między stronami nie przyniesie korzyści żadnej z nich.

0

Przechowywanie dokumentów zakupu – czy to konieczne?

Czy dokumenty w postaci paragonu, faktury bądź oświadczenia gwarancyjnego są konieczne dla dochodzenia przez konsumenta swoich praw z tytułu odstąpienia od umowy, rękojmi lub gwarancji? Czy sprzedawca może uzależniać uznanie roszczeń konsumenta od przedłożenia mu jednego z ww. dokumentów?

 

„Do reklamowanego lub zwracanego produktu konieczne jest dołączenie paragonu” – z takim lub podobnym w treści oświadczeniem sprzedawcy może spotkać się konsument, który zamierza skorzystać ze swojego ustawowego uprawnienia np. do odstąpienia od umowy sprzedaży na odległość w ciągu 14 dni (tzw. „zwrot konsumencki”). I o ile zazwyczaj w ciągu kilku dni od zakupu i otrzymania towaru nie ma większego problemu z dokumentami sprzedażnymi, paragon lub fakturę mamy jeszcze pod ręką – to sprawa może komplikować się w czasie późniejszym. Na przykład zakupiony sprzęt zepsuł się po upływie ponad roku od kupna i chcemy skorzystać z rękojmi kierowanej do sprzedawcy. A paragonu w szufladzie nie znaleźliśmy. Co wtedy?

 

Nie mam paragonu! Co robić?

Sprawa została jakiś czas temu jednoznacznie rozstrzygnięta przez Prezesa UOKiK, który uznał powyższe oświadczenie sprzedawcy o konieczności dołączania paragonu za klauzulę niedozwoloną, a więc niewiążącą konsumenta. W uzasadnieniu podano, że klauzule uzależniające skuteczność złożenia reklamacji lub zwrotu towaru w ramach odstąpienia od umowy zawartej na odległość od faktu przesłania paragonu lub faktury ograniczają prawa konsumenta i naruszają zbiorowe interesy konsumentów.

 

Nie musimy więc przechowywać paragonu (lub faktury) i przesyłać ich sprzedawcy wraz ze zwracanym albo reklamowanym towarem. Są to dokumenty fiskalne, obowiązek ich wydania konsumentowi wynika z prawa podatkowego. Pamiętajmy jednak, że są one jednocześnie dowodem na okoliczności dokonania przez nas zakupu określonego towaru od określonego sprzedawcy. Inaczej mówiąc – w procedurze zwrotu towaru lub reklamacji z tytułu rękojmi powinniśmy wykazać, że mamy podstawy do naszych roszczeń, np. że kierujemy je do właściwego podmiotu i spełniamy warunki ustawowe (mieścimy się w terminach).

 

Paragon, faktura i…

Paragon czy faktura nie są na szczęście jedynymi dowodami tego, że zakupiliśmy w danym czasie dany towar od danego sprzedawcy.
Tę samą rolę mogą spełniać np.:

  • emailowe potwierdzenie zamówienia przez sklep internetowy
  • dowód wpłaty na konto sprzedawcy przelewem lub kartą kredytową
  • wydruk historii operacji bankowych na naszym koncie
  • w ostateczności zeznania świadków – ale w przypadku zakupów na odległość będą one miały ograniczone znaczenie.

 

Dowód zakupu przy zwrocie lub reklamacji z tytułu rękojmi

Powołanie się na powyższe dowody będzie konieczne tylko wówczas, gdy sprzedawca zakwestionuje nasze roszczenie dotyczące zwrotu konsumenckiego lub rękojmi. Wydaje się jednak, że w dobie handlu elektronicznego każda transakcja, a co za tym idzie każda umowa sprzedaży pozostawia tyle śladów elektronicznych (choćby w systemie komputerowym sprzedawcy i kupującego), że kwestionowanie samego faktu zawarcia umowy w celu podważenia skuteczności np. reklamacji wydaje się mało prawdopodobne.

 

Dowód zakupu a reklamacja z tytułu gwarancji

W przypadku gwarancji sprawa ma się nieco inaczej. Odmiennie bowiem niż w przypadku zwrotu konsumenckiego i rękojmi – ma ona charakter dobrowolny i jej zakres jest kształtowany swobodnie przez gwaranta (najczęściej producenta). Zapisy ustawowe zawarte w kodeksie cywilnym stosuje się zasadniczo wtedy, gdy treść oświadczenia gwaranta budzi wątpliwości lub brak jest konkretnych zastrzeżeń (np. co do terminu obowiązywania gwarancji). W doktrynie prezentuje się stanowisko, że podobnie jak przy zwrocie konsumenckim i rękojmi, niezasadne jest uzależnianie realizacji uprawnień gwarancyjnych od legitymowania się stosownym dokumentem gwarancyjnym. Gdyby ustawodawca uzależniał możliwość realizacji wspomnianych uprawnień od posiadania stosownego dokumentu, to taka intencja byłaby wprost wyrażona w przepisie.

 

Tym niemniej przy braku dokumentu gwarancyjnego powstaje trudność z powołaniem się przez konsumenta na konkretne, określone przez gwaranta, zapisy oświadczenia gwarancyjnego. Można wówczas powoływać się na dowód z którego wynika, że gwarancja w ogóle była udzielona (np. opis towaru czy jego reklama mówiące o gwarancji) lub ewentualnie dowód z innego dokumentu gwarancyjnego, wystawionego na identyczny towar, urządzenie, sprzedane w podobnym okresie – o ile uzyskamy dostęp do takiego dokumentu. W ostateczności pamiętajmy, że nasze uprawnienia z tytułu gwarancji i rękojmi nie wykluczają się wzajemnie, funkcjonują równolegle i to od nas zależy, z którego uprawnienia chcemy skorzystać. Jeżeli w danej sytuacji będzie nam łatwiej i prościej wykorzystać procedurę rękojmi – zawsze ją możemy wybrać zamiast dochodzenia swoich praw z gwarancji.

 

Podsumowując – dokumenty w postaci paragonu, faktury czy oświadczenia gwarancyjnego nie są konieczne dla skorzystania przez konsumenta ze zwrotu towaru, rękojmi lub gwarancji. Jednak ich brak może w określonych przypadkach utrudnić konsumentowi dowodzenie okoliczności, na które powołuje się on przy danej procedurze. Dotyczy to szczególnie gwarancji, gdzie jej szczegółowa treść nie wynika z przepisów ustawy lecz jest kształtowana oświadczeniem gwaranta. Dlatego dla własnej korzyści warto przechowywać wspomniane dokumenty przez odpowiednio długi czas, a przynajmniej dwa lata od zakupu.

1 2 3 4 5